Przepełnione poezją komnaty i księgi
sonetami zasypane półki
pieśni miłosne na parapetach rozlane a
mandoliny i lutnie na krużganku strzaskane
trzepotem nocy i księżyca chrapliwym pląsaniem
- my już o tym wiemy, wy to wszystko znacie
a że zakochanych kac po nocnej schadzce męczy
i słowik się żali przycupnięty na poręczy
że od nadmiaru śpiewania ma migdałki spuchnięte
o tym już milczą trubadurzy i nie wzmiankują poeci
gwiazdy dyndają na niebie zwieszone,
ich miny niewesołe, mrużą oczka obrzęknięte, podkrążone
bo ileż też można po nocach nad jeziorem świecic
nie byłoby źle gdyby nam też trochę ten słowik pośpiewał
i strumyk zaszmerał wieczorkiem
Ja tak, naprawdę mam inne pragnienie
by się wessać w twoje wargi niepewne, piersią o tors Twój uderzyć
i przechwycić dłonie w potrzasku moich dłoni
usłyszeć krew Twoją syczącą z zachwytu i żrenic zamglenie
tej nocy dziwnej, bez gwiazd umizgów i liści hałasu
porzuciłam cierpienie dziewicy, poroniłam żale i wstyd
by móc się wygiąć w czerwieni pościeli i szorstkości uścisku rozpuścić
wykonam salto na Twym brzuchu, Ty dwa na mych ustach
związani w sidłach gwałtownej powodzi
prześpimy poranek i zbudzimy się nagle
gdzieś - niewiadomogdzie, kiedyś - niewiadomokiedy
by Twą skórę zakąsac, mą znów drganiem przecedzić
Wednesday, 16 September 2009
schadzka romantyczka - wiersz
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
0 comments:
Post a Comment